Wybrałem się w dłuższą podróż zagraniczną. Jako asekuracja w przebijaniu się przez europejskie stolice posłużyć mi miała nawigacja. Wstyd się przyznać (a może nie), że pierwszy raz w życiu z czymś takim podróżowałem.
TomTom One szybko został ochrzczony Tomkiem, natomiast półsłodki kobiecy głos mówiący co, gdzie, kiedy i jak mam z kierownicą zrobić - Kasią. I tak oto Tomek za pomocą Kasi przewodził w moim samochodzie. Z dużą dozą nieśmiałości podchodziłem do czegoś, co chce mi rządzić gdzie to ja mam jechać.
Na pierwszą satysfakcję nie musiałem długo czekać. Tuż za granicą czeską (ustawiony kierunek na Pragę) Kasia mówi skręć w lewo i każe mi zjechać z głównej drogi w jakąś boczną. Myśle sobie, a pojade jednak jak mnie prosi, zobacze gdzie mnie poprowadzi. I nawet później się cieszyłem, że zdecydowałem się na ten krok. Otóż Kasia z Tomkiem puścili mnie taką fajną, wąską górską dróżką. Dodam jeszcze, że była ośnieżóna, miejscami oblodzona, z lekkimi bandami ścieżnymi. Pikanterii i radości z jazdy taką drogą dodawały ostre winkle i ciasne nawroty. A wszystko to okraszone piękną panoramą wieczornie oświetlonego, czeskiego miasteczka. Nie muszę dodawać, że dojechaliśmy do głównej drogi i to niewiele dalej niż zjechaliśmy z niej. Ale było całkiem przyjemnie nadłożyć parę kilometrów. Kasi udało jeszcze delikatnie pomylić się w Pradze, ale w tym przypadku chyba dzięki przebudowaniu małego węzła skrzyżowań. Ale teraz, z perspektywy czasu muszę przyznać, że podróżowanie z nawigacją po dużych, nieznanych miastach jest dziecinnie proste. Kasia z Tomkiem przydawali się także w szybkim odnajdowaniu miejsc z zabytkami i okazali się nieocenieni jeśli chodzi o zwiedzanie z niewielką ilością czasu.